Wszystkie dania pochodzą z książek firmowanych przez Ottolenghi (nie nie zapominam o drugim panu, tu puszczam oko do
Polki), o których pisały już chyba wszystkie moje ulubione blogerki. Nie będę powielać zachwytów, chociaż może je właśnie warto mnożyć. To książki doskonałe i póki o nie mogę się zdecydować, która najlepsza. Dania może mało sezonowe, ale za to dobre, gdy za oknem burza i nie chce się wychodzić po zakupy: bo IV piętro bez windy, bo wózek ciężki,
bo mogłabyś już w tym wieku mieszkać lepiej, no wiesz. Pyszne, sycące na długie godziny przy stole z browarnikiem (kolejna odsłona szalonego
szkutnika i
budowniczego) lub do koszyka na lunch z budowniczym (patrz
szkutnik,
piekarz, browarnik).
Zresztą zawsze można zamieszkać w stodole.
Soczewica z selerem korzeniowym i orzechami
Zaskakująco dobra przekąska, sałatka, danie jak chcecie i kolejna osłona, mam wrażenie pomijanego w naszej kuchni, selera korzeniowego. W oryginale był jeszcze olej z orzechów laskowych pominęłam z braku. Świeża mięta doskonale rośnie na balkonie, tylko odsuńcie doniczkę od innych kwiatów, bo wam się rozejdzie diablica. Podobnie tymianek cytrynowy, mniej podstępny za to konsekwentny.
Składniki na 4 porcje lub 2 solidne dla głodomorów na wsi:
-60g orzechów laskowych
-200g zielonej soczewicy
-700ml wody
-2 liście laurowe
-4 gałązki tymianku cytrynowego lub zwykłego
-jeden solidny seler korzeniowy
-6 łyżek dobrej oliwy
-3 łyżki białego octu balsamico
-4 łyżki siekanej mięty
-sól i pieprz do smaku
Soczewicę ugotowałam w wodzie z solą przez 25-30 minut. Mój L. nie lubi za bardzo al dente, nie może się jednak rozpadać. I weź tu uchwyć ten moment. Selera pokroiłam w centymetrowe plastry, a następnie w takież zapałki długości 3-4 cm. Ugotowałam 12 minut w osolonej wodzie. Zmieszałam w misce składniki. W tym samym czasie prażyłam orzechy w temp.140 st. C przez 15 minut, gorące grubo posiekałam i do miski. Dodałam oliwę, ocet, sól do smaku i pieprzu dużo oraz miętę. I już, i dobry chleb, i jemy!
Soczewica z suszonymi/pieczonymi pomidorami i gorgonzolą
Sałatka wymaga nieco więcej zachodu i zużytych misek. W wersji oryginalnej ćwiartki pomidorów pieczemy 1,5 godziny w niskiej (120-130 st.C) temperaturze z odrobina oliwy, ciemnym balsamico i tymianku. Ja dwa pomidory upiekłam, ale resztę zastąpiłam dobrej jakości suszonymi, które zamarynowałam z tymiankiem, oczywiście cytrynowym i balsamico. Dobre sycące, w sam raz na przerwę w trakcie warzenia piwa. Według L. pieczone pomidory lepiej podkreślają smak sera.
Składniki:
- mała czerwona cebula pokrojona w cienkie plastry
-1 łyżka octu z sherry
-1 łyżka obrej soli morskiej
-250g zielonej soczewicy
-3 łyżki oliwy
-ząbek czosnku posiekany drobniutko
-3 łyżki siekanej natki
-3 łyżki szczypioru
-3 łyżki koperku
-80g gorgonzoli
-pieprz
-10 suszonych pomidorów (20 połówek) lub pieczone 5 pomidorów
Cebulę, ocet i sól włożyłam do miseczki, dobrze pomieszałam i zostawiłam do zamarynowania na czas gotowania soczewicy. Soczewicę ugotowałam jak w poprzednim przepisie. Gdy wystygła pomieszałam z cebulą w zalewie, pomidorami (usunęłam tymianek), czosnkiem, oliwą i zieleniną. Doprawiłam. Podałam przybrane kawałkami sera.
Mejadra czyli soczewica z ryżem i chrupką cebulą
To bliskowschodnia wersja jednego z naszych ulubionych dań gdy nic nie ma w lodówce, a coś trzeba wziąć na drogę: ryżu z fasolą mung. Danie to ma swoją nazwę, ale ja mówię na nie kaczadi. Kaczadi dostawałam nawet czasem w pudełku do szpitala (jako pacjent). Tu jak widać nazwa równie wyszukana. Przyjemność jedzenia nie mniejsza. Wizualnie nie odpowiada? To zamknijcie oczy, gwarantuję, że przeniesiecie się w błogi czas dziecięcych zabaw na dworzu, kiedy to dzieci mogły latać do woli czyli zmroku bez opieki dorosłych, a głodne wpadały do któregoś z domów na racuchy, bigos czy zabielany barszcz.
Składniki:
-250g zielonej lub czarnej soczewicy
-700g cebuli
-3 łyżki mąki
-250g neutralnego oleju do głębokiego smażenia u mnie ryżowy
-2 łyżeczki ziaren kuminu lub łyżeczka mielonego
-1 czubata łyżka ziaren kolendry
-2 łyżki oliwy
-1/2 łyżeczki kurkumy
-1 czubata łyżeczka tłuczonego ziela angielskiego
-1 czubata łyżeczka cynamonu
-1 łyżeczka cukru
-200g ryżu basmati u mnie brązowy
-350-500 ml wody
-sól i pieprz
Soczewicę gotujemy około 15 minut w lekko osolonej wodzie. Odcedzamy. Cebulę kroimy w plasterki, mieszamy porządnie (brudźmy dłonie panie i panowie) w misce z mąką i łyżeczką soli i partiami smażymy na rozgrzanym (198 st.C i potem redukujemy ogień na czas smażenia, sprawdzamy od czasu do czasu temperaturę i ewentualnie podkręcamy) po 5-7 minut. Wykładamy na talerz lub durszlak wyłożony papierowym ręcznikiem i posypujemy delikatnie solą. Cebula ma być złota i chrupka. Garnek opróżniamy z oleju (olej zlewamy prze sito do puszki i oddajemy do jakiegoś zaprzyjaźnionego warsztatu na opał). Do garnka wrzucamy przyprawy w ziarnkach i chwilę prażymy. Dodajemy oliwę, pozostałe przyprawy, ryż, odrobinę soli, chwilę smażymy, następnie wlewamy wodę i wrzucamy soczewicę gotujemy około 30-40 minut na malutkim ogniu (biały ryż około kwadransa). Ugotowane mieszamy z połową cebulą. Odstawiamy pod przykryciem na 10 minut. Połową posypujemy wierzch.
Całość podaję z gęstym jogurtem wymieszanym z dużą ilością posiekanej mięty, odrobiną oliwy i soku z cytryny, ewentualnie drobno posiekanego ogórka.